Bieg na Szczyt Rondo 1 …

Startujący w barwach Sany Bartek Świątkowski w minioną sobotę zwyciężył w biegu na szczyt jednego w Warszawskich wieżowców. Oto relacja Bartka, z opis twardej walki do momentu startu po linie mety ….

Bieg na Szczyt Rondo 1 zaliczany jest do grona Masters Races w cyklu Pucharu Świata w towerrunningu. Jest to też bez wątpienia najbardziej prestiżowy bieg po schodach w Polsce. W tym roku obfitował również w silne emocje i dramaturgię…

Areną zawodów był 38-piętrowy biurowiec Rondo 1 (836 stopni, 142m przewyższenia). Formuła zawodów przewidywała dwa etapy. Pierwszym z nich była czasówka, gdzie startowaliśmy w odstępach 30 sekundowych, a dwunastu najlepszych otrzymało prawo startu w finale.

W finale trasa była identyczna, ale tym razem był to bieg na dochodzenie, z uwzględnieniem różnic czasowych z kwalifikacji. Taka forma przeprowadzenia zawodów gwarantowała, że zawodnik, który przekroczy linię mety jako pierwszy – zostanie zwycięzcą. Minusem tego systemu był fakt, że małe różnice czasowe po kwalifikacjach, były powodem tłoku na klatce schodowej w finale. Tym razem okazało się to jednak dla mnie sprzyjające. Posłuchajcie…

Tego dnia czułem się bardzo dobrze. Wiedziałem, że bieg będzie dobry w moim wykonaniu, ale jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że o zwycięstwo będzie bardzo trudno. Nie zaliczano mnie do grona ścisłych faworytów, za których uważani byli Piotr Łobodziński i Niemiec Christian Riedl. Jednak ta sytuacja wcale mi nie przeszkadzała.

Zawodnicy liczący się w walce o czołowe lokaty doskonale zdawali sobie sprawę, że nie warto ważyć sił w kwalifikacjach. Już w pierwszym biegu trzeba było pobiec mocno, by w finale uniknąć tłoku na klatce schodowej. Mi ta sztuka wyszła perfekcyjnie. Od samego startu biegło mi się bardzo dobrze. Szybko złapałem właściwy rytm i sukcesywnie piąłem się w górę. Piętra mijały mi w zadziwiająco szybkim tempie. Na mecie zameldowałem się z czasem 3:34,22 i wyprzedziłem aż o 2,95 sek. Piotra Łobodzińskiego i o 3,33 sek. Christiana Riedla. Zadziwiająco dużą stratę (11,76 sek.) zanotował ubiegłoroczny zwycięzca Włoch Fabio Ruga.

Bieg finałowy odbył się dwie godziny później. Organizatorzy załapali tutaj mały poślizg czasowy związany z awarią aparatury pomiarowej, jaka przytrafiła się podczas biegu kobiet. Dla mnie było to jednak zdarzenie sprzyjające, bo nie ukrywam, że bieg kwalifikacyjny kosztował mnie sporo zdrowia i dodatkowe 20 minut na regenerację było dla mnie jak deszcz w upalny dzień;)

Bieg finałowy rozpoczął się od małego przekłamania, które w konsekwencji mogło mieć duże znaczenie. Z niewyjaśnionych dla mnie przyczyn, moja przewaga nad Łobodzińskim (2,95 sek.) została zmniejszona do ok. 1,8 sek. Dowiedziałem się o tym jednak dopiero po biegu z relacji światków i zapisu wideo. Nie mniej jednak ruszyłem na trasę jako pierwszy. Zmniejszenie różnicy czasowej spowodowało, że Łobodziński i Riedl już na 1 piętrze złapali ze mną kontakt. Moim zadaniem było narzucić mocne, równe tempo które nie pozwoli rywalom na wyprzedzanie. Krótko mówiąc miałem bronić prowadzenia, nawet gdybym musiał gryźć schody zębami;)

Na 20 piętrze zbudowaliśmy małą przewagę na Riedlem, ale na 30 piętrze nasze tempo trochę spadło i Niemiec znacząco się zbliżył. Mimo to do ostatniego piętra kolejność nie uległa zmianie. Nie był to jednak koniec biegu. Do pokonania zostało jeszcze kilka metrów po płaskim i właśnie na tym odcinku o mały włos straciłbym zwycięstwo. Łobodziński wyłonił się zza moich pleców, ale rzutem na taśmę to ja okazałem się lepszy… o 0,11 sek. Niespełna 2 sek. później na metę wpadł Riedl.

Emocji nie było jednak końca. Kiedy moje zwycięstwo zostało już ogłoszone, na tablicy wyników to Łobodziński miał lepszy czas! Podobno na parterze, gdzie zlokalizowana była „strefa kibica” wywołało to niemałe poruszenie;) Sytuacja została jednak szybko wyjaśniona i to ja zostałem oficjalnym zwycięzcą trzeciej edycji Biegu na Szczyt Rondo 1. Bez wątpienia jest to jeden z moich największych sukcesów w karierze sportowej.